Od miliona lat nie pojawiały się na tej stronie relacje z wyjazdów, TEGO jednak nie byłam w stanie sobie odpuścić. Internet huczał od mitów na temat koncertu Justina Biebera, w którym miałam okazję uczestniczyć 11 listopada w Krakowie. To jak się tam znalazłam i jakie mam zdanie na jego temat w nieco dalszej części wpisu, tak samo jak rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących zarzutów wobec organizacji na Tauron Arena. Zacznijmy od nieco spokojniejszych tematów, by ostudzić nerwy Belieberek oraz grupy hejterów szukających okazji do napisania „dżastin to pedał”. Konstruktywne opinie proszę zostawić w komentarzu.

11

Dzień wyjadu: Zakochaj się w PKP

Mówi się, że w miłości najważniejszy jest czas. PKP zadbało o rozkochanie nas w sobie, dając nam go mnóstwo.

W środę 9 listopada o godzinie 23:30 wsiadłam do pociągu z myślą, że już za kilka godzin moja noga stanie na dworcu o nazwie KRAKÓW GŁÓWNY. Nic bardziej mylnego, bo chociaż podróż miała trwać 9 godzin, przedłużyła się do 15-stu, pomijając już fakt, że pociąg, do którego mieliśmy się przesiąść miał odrobinę lepszą kondycję niż nasz, przez co nie chciał czekać kilku godzin, na to żebyśmy do niego wsiedli. Po wszystkich przyjemnościach zapewnionych przez Polskie Koleje zmęczeni, obolali i głodni ruszyliśmy w kierunku jedzenia, po którym miałam się spotkać z wyczekiwanym tak długo Szczurkiem.

Rada na przyszłość. Nie ufaj godzinom podawanym przez PKP, bierz dwa razy więcej jedzenia i picia.

kaila karolina

Dzień koncertu: Marsz niepodległościowy, wściekłe fanki i inne atrakcje

Wiadomo nie od dzisiaj, że Kraków miasto duże, a 11 listopada zobowiązuje zagorzałych patriotów do wyjścia na ulicę i uczestniczenia w demonstracjach i marszach. Szczęście chciało, że miałam okazję obserwować to niesamowite zjawisko mieszania się dwóch kompletnie odrębnych osobowości w jednym miejscu. Z jednej strony mężczyźni w koszulkach z godłem Polski, w spodniach moro, śpiewający hymn, po przeciwnej kolorowo ubrane nastolatki, czekające na koncert idola. Połączenie tych dwóch kompletnie skrajnych ze sobą wydarzeń, sprawiło, że wyjazd był zdecydowanie bogatszy w nowe doświadczenia i przemyślenia socjologiczne.

Ale koniec zanudzania, przejdźmy do konkretów! Warto wspomnieć, że był to pierwszy tak duży koncert w jakim uczestniczyłam. Domyślałam się, że wejście na stadion może być trudne, nie sądziłam jednak, że jest opcja, że spóźnię się na koncert. Zacznijmy od tego, że razem ze Szczurkiem postanowiłyśmy przyjechać jedynie godzinę przed planowanym koncertem, licząc na to, że większość osób zostanie już wpuszczona, nic bardziej mylnego nie mogło nas jednak spotkać. Wchodząc na teren stadionu przeszłyśmy obok wychodzącej niemal przed stadion kolejki, jak się później okazało, prowadzącej do naszego wejścia. W internecie aż huczało od zażaleń dotyczących organizacji, ja z perspektywy uczestnika wydarzeń, śmiało mogę stwierdzić, że gdyby nie fakt, że mdlejące, zmęczone i wściekłe już dziewczynki (często będące z rodzicami) sforsowały barierki, dzięki czemu znalazłyśmy się niemal na początku kolejki, pewnie weszłybyśmy znacznie później, chociaż i tak wpuszczono nas już na drugą piosenkę oficjalnego koncertu, a o supporcie mogłyśmy zapomnieć. Warto wspomnieć, że za nami ciągnęła się jeszcze długa kolejka, nie mająca końca. Tyle jeśli chodzi o wpuszczanie, pozostawię to bez osądzania czyja to wina, niemniej jednak coś poszło nie tak, do czego nikt z góry nie chce się przyznać. Nadszedł czas na refleksje dotyczące samego koncertu

kaila karolina

Belieber zanim to było modne

Pamiętam czasy, w których nikt nie wiedział kim jest Justin Bieber. Dowiedziałam się o nim z gazetki Bravo, w którym został zapisany do rubryki „nowe twarze”, wtedy też zaczęły pojawiać się z nim pierwsze plakaty, które na pewien okres czasu zagościły w moim pokoju, do czego przyznaję się bez bicia. Warto zaznaczyć, że było to 7 lat temu co wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że minęło tyle czasu. To wtedy pokochałam Justina, nie istniało jeszcze określenie Belieber, ani żadne społeczności łączące jego fanki. To w tym okresie moim głównym marzeniem było pojechać na jego koncert, nigdy bym nie pomyślała, że po SIEDMIU latach, wreszcie się spełni. W momencie gdy moda na Justina, ale też fala hejtów rosła w siłę, zaczęłam się stopniowo oddalać od idola, słuchać zupełnie innej muzyki. Do belieber nie należę, zresztą jak do żadnego innego fandomu, a mój obecny gust muzyczny jest tak rozwinięty w wiele odbiegających od siebie stron, że można powiedzieć, że słucham praktycznie wszystkiego, zaczynając od Michała Bajora i Ewy Demarczyk, przez Happysad, Dżem, kończąc na SchoolBoy Q i wielu innych uwielbianych obecnie artystach.

Myśl o pojechaniu na koncert Justina była niesamowicie spontaniczna, jednak możliwość spełnienia marzenia z dzieciństwa zwyciężyła. Niesamowite przeżycie, powrót do wspomnień i słowa „kocham Was” wypowiedziane przez Justina po polsku, coś magicznego. Morał na podsumowanie:

Wszystkie marzenia się spełniają, ale nie zawsze tak jak to sobie wyobrażamy i w czasie, który sobie wybierzemy. Uważajmy więc czego sobie życzymy :)

_mg_9107kapelusz -SH / torebka- pierre balmain / kurtka- timberland / dresowy komplet spódnica i topNAKD / buty- nike huarache

Na koniec chciałam napisać, że Kraków zrobił na mnie ogromne wrażenie, głównie ze względu na ludzi, których w nim spotkałam. Zaskoczyli mnie swoją otwartością, przyjaznym podejściem i chęcią pomocy. Podczas szybkiego wyjścia na zdjęcia dosłownie metr od mieszkania, które wynajmowałyśmy spotkała nas miła niespodzianka. Obok nas przechodziła para, u której już z daleka zauważyłyśmy aparat w ręku. „NASI” pomyślałyśmy od razu, po czym ów nieznajomi podeszli do nas żeby wymienić się kontaktem do siebie i zrobić wspólne zdjęcie (polecam profil na instagramie chłopaka ze zdjęcia: mattmacgregor) . Nigdy nie spotkałam się z takim przyjaznym nastawieniem w żadnym innym miejscu, w którym robiłam zdjęcia, bardzo pozytywne zaskoczenie, które sprawiło, że Kraków dużo zyskał w moich oczach.

Byle do kolejnego wyjazdu…