Halloween to ,,święto” wywołujące liczne kontrowersje. U nas nie jest ono tak popularne jak np. Stanach Zjednoczonych. Jedni uważają to za dobrą zabawę, kreatywne spędzenie czasu, inni za kompletny bezsens, który powinien zniknąć. Ja jako osoba tolerancyjna pod każdym względem (no dobra, prawie każdym), nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem, że mamy jakieś granice. Dewastacja podwórek ludzi, którzy halloween nie obchodzą, jest grubą przesadą. Straszenie małych dzieci i osób starszych też nie jest zabawą, no może dla nie do końca myślących i nie zdających sobie sprawy z możliwych konsekwencji osób. Umiar trzeba mieć we wszystkim. Chciałabym kiedyś wyjechać z Polski tego dnia i zobaczyć jak obchodzą to inni. Na pewno byłoby to ciekawe doświadczenie :)

Należę do grona, które po domach nie chodzi, ale jednak bez echa tego dnia nie pozostawia. Co roku wycinam dynię, wieszam lampki, czasem powygłupiam się ze znajomymi, poprzebieramy się i będziemy siedzieć w domu (jak to zrobiłam dzisiaj z Kawu i Adamem). W tym roku dynia nie chciała współpracować, a w większości nasze pomysły ograniczały się do dyń o owalnych kształtach, moja jest nieco spłaszczona. Bohater Adam, okazał się prawdziwym mistrzem w rysowaniu i wycinaniu (pomińmy fakt, że po długopisie, zostały ślady, które za nic nie chcą zejść). Wyszło nam coś na wzór Nightmarish Smile, klimaty ,,Gnijącej panny młodej” oraz ,,Miasteczka Halloween”. Efekty ocenicie zaraz sami, ja jednak jestem z niej bardzo zadowolona. 
Ostatnie zdjęcia udowadniają, że można pozować i robić zdjęcia w jednym czasie! :)
A Ty jak spędziłeś halloween?