Dzień spędzony w Warszawie był jednym z najlepszych w tym roku. Dokładną relację z tego co działo się podczas spotkania znajdziecie u Szczurka, ja jednak opiszę Wam to z trochę innej perspektywy, mianowicie przed i po spotkaniu z nią.
1 czerwca około 12 wyjechałam z Różana, na miejscu byłam przed 14.
Wielkie zamieszanie, co robić, gdzie iść, jak ich wszystkich znaleźć. Całe szczęście, że Złote Tarasy znajdują się tuż przy metrze, przy którym wyrzucili mnie chłopcy, podwożący mnie po drodze na mecz.
 
Pierwszy telefon- Szczurek.
Jej głos wypełnił mnie takim szczęściem, że nabrałam nowej motywacji do poszukiwań, które już po chwili odniosły skutek. Pierwsze spojrzenie i jakbyśmy biegły po najcenniejszą nagrodę na świecie… Pierwsze straty- podczas rzucania się na siebie myszce spadł zegarek, ale nawet to nie popsuło nam humorów.
Czas spędzony z Nią leciał szybciej niż kiedykolwiek. Przy okazji poznałam mnóstwo innych, świetnych osób.
Co do szybkiego zlotu- niesamowicie cieszymy się i dziękujemy, że przyjechałyście, jednocześnie przepraszamy za to, że miałyśmy tak mało czasu.
Nadszedł czas pożegnania. Zdecydowanie najgorszy moment tego dnia, starałam się jak mogłam by nie płakać, jednak w tej sytuacji nie było to możliwe, mina mówiąca „nie zobaczymy się tak szybko” mówiła wszystko. Powstrzymywanie łez nawet mi się udało, ale po opuszczeniu stacji coś we mnie pękło.
Tuż przed odjazdem dostałam od Szczurka bransoletkę. Pomijając jej cudowny kolor jej magia polega głównie na tym, że Ona ma taką samą. Za każdym razem gdy patrzę na nadgarstek przypominają mi się te 3 i pół godziny razem spędzone. 
Dziękuję za wszystko, kocham.