Czy to możliwe? Patrzeć na to samo, a widzieć więcej niż inni? Tak, to możliwe i mówi Wam to osoba nie widząca ze środkowej ławki co jest napisane na tablicy, która prawdopodobnie już niedługo będzie musiała nosić okulary… ale o tym innym razem.

Od wczesnego dzieciństwa karmiona byłam Kubusiem Puchatkiem, Małym Księciem i paroma innymi perełkami, które już wtedy zaczęły kształtować moją osobowość i to w jaki sposób patrzę na świat. Wszystko co działo się od początku naszych narodzin, ma wpływ na to kim jesteśmy teraz. Decyzje, często podejmowane za nas, oddziałują na życie obecne. Zmieniając niewielką cząstkę w przeszłości, zupełnie inaczej wyglądałaby nasza teraźniejszość. W tej chwili jednak odrobinę zbiegłam z tematu, bo o efekcie motyla i przeszłości nie raz wspominałam (i pewnie wspomnę, ale nie w tym poście). Dlaczego tylko odrobinę? Bo to czy chcemy pozostać na ścieżce, na którą nas naprowadzono zależy tylko od nas.

To czy chcemy pozostać na ścieżce, na którą nas naprowadzono zależy tylko od nas.

Odsłaniam przed Wami kolejną szufladkę swoich myśli

Możliwe, że już zauważyliście, że post ten nie będzie jednowątkowy. Przyznam szczerze, że wahałam się przed napisaniem go, bo to jak odkrycie siebie, pokazanie przeszłości i od czego wszystko się zaczęło. Dla osób lubiących czytać prawdziwa gratka, jednak, by nikogo tu nie faworyzować, zwierzenia i opowieści poprzeplatałam masą zdjęć dla osób odwiedzających stronę ze względu na nie. Odsłaniam przed Wami kolejną szufladkę swoich myśli, powracając do dawno już zamkniętych.

Wracając do dzieciństwa. W szkole podstawowej do zbytnio towarzyskich osób nie należałam. Lubiłam zamykać się w sobie, myśleć o wielu sprawach, odkrywać nowe miejsca i poznawać siebie i swoje możliwości. To co sprawia mi radość. Nie oznacza to oczywiście, że byłam absolutnie aspołeczna. Najzwyczajniej, w większości moich wspomnień z tamtych czasów, jestem raczej z dala od wszystkich. Był to całkowicie mój wybór. Czasem po prostu chciałam się odseparować na chwilę od osób, które myślały zupełnie innym tokiem myślenia niż ja. Czyli większości.

Uwielbiałam wyobrażać sobie „co by było gdyby?”, a najtrudniejszymi pytaniami tamtego czasu były m.in. „Co jeśli mam jakiś dar, którego nie ma nikt inny, albo bardzo niewielka ilość osób, tylko nie potrafię go odkryć?”, ” A jeśli czuję wszystko bardziej od innych? Np. Wiatr rozwiewający włosy? Albo piasek przesypywany między palcami? Jak mogę to sprawdzić?”

W gimnazjum zaczęłam zauważać co się dzieje dookoła mnie, jednak nie interesowało mnie czy połowa moich znajomych już paliła papierosy, przeklinała czy piła alkohol. Tak, nadal mówię o szkole podstawowej i gimnazjum, chociaż obecnie nie ma w tym już niczego dziwnego, kilka lat temu budziło to jednak jeszcze zdziwienie. Presja otoczenia nie działała na mnie na tyle silnie, żebym czuła potrzebę robienia tego samego. Może to właśnie dlatego byłam nieco inna… dziwna

 

Od kiedy pamiętam mam bardzo dobry kontakt z mamą, do dzisiaj jest moją wyrocznią w wielu dziedzinach życia. Nie znaczy to, że nie było między nami spięć. Gimnazjum to trudny okres przejściowy, pomimo usilnych starań trochę się na mnie i na moim ciężkim charakterze odbił. Tutaj wydaje się, że wszystko wie się najlepiej, a autorytetem (jeśli w ogóle się go posiada) jest zwykle najmniej odpowiednia osoba. Na szczęście, po wielu zgrzytach wychodzi słońce, zaczynamy dostrzegać swoje błędy i staramy się je naprawiać. Czyli zaczynamy dorastać.

Jestem za stara?

Czy to znaczy, że jestem już za stara na zadawanie sobie pytań typu „a co jeśli?” ? Przecież jestem już w liceum… powagi trochę! W rzeczywistości bycie dorosłym to umiejętność dostosowania się do otoczenia. W środku możemy być zupełnie inni, ale jeśli te dwie osoby zaczynają nam się nie pokrywać, odczuwamy dyskomfort i staramy się coś na to poradzić. Samotne spacery, muzyka, hobby, albo bliska osoba. Wiele różnych czynników pomaga nam zachować siebie. Prawdziwego siebie. Chociaż czasem, dla dobra sprawy trzeba schować dumę do kieszeni, spuścić głowę i przyznać komuś rację, nie można zapominać o swoich poglądach i o nas samych. Jak odreagowuję? Idę na długi spacer z Michałem Bajorem i SDM w słuchawkach, najlepiej w miejsca gdzie nie ma zbyt wielu ludzi. Czasem towarzyszyć mi może jakaś osoba, która pomoże poukładać mi myśli i upewni w fakcie, że nie zwariowałam do końca i nadal jestem „INNA”. Bo to w sobie lubię.

 

Co więc jest kluczem do widzenia więcej?

WYOBRAŹNIA… I szczere chęci. Widzenie więcej to w zasadzie zamykanie się w sobie i swoich myślach, patrząc na to co nas otacza. To cieszenie się ze zwykłych rzeczy, których nie zauważamy w codziennym bieganiu za szczęściem, czy żyjąc w ciągłej monotonności. Rosy na pajęczynie oblanej słońcem, zmieniającymi się porami roku, wraz z którymi kolor zmieniają liście na drzewach czy pomalowanym rdzą numerze starego, zaniedbanego domu. To skupianie się na detalach i patrzenie pod innym kątem niż wszyscy pokazują. To prawdziwe odnajdywanie radości.

Kolejny post, w którym obnażam Wam siebie. Może nie w całości, ale to zadanie byłoby zbyt trudne, poza tym tajemniczość jest niesamowitą cechą. Odkrywanie siebie etapowo to prawdziwa zabawa, a podanie wszystkiego na tacy ją psuje. Szczerze? Nie czuję się źle przez to, że piszę tak wiele ważnych faktów o sobie. Bez względu na to co pomyślą sobie o mnie inni, w których wyobrażeniach jestem inną osobą. Mają przynajmniej okazję poznać prawdę i zmienić czy też upewnić się w swojej ocenie mnie.

A co jest Waszym kluczem do pełnego szczęścia?

 

t-shirt- sheinside / jeansy- sheinside / zegarek –  daniel wellington

Na koniec trochę aktualności… 18 kwietnia wyjeżdżam na wycieczkę szkolną do Londynu, wrócę 23 kwietnia, z tego powodu moje odpisywanie na maile może być nieco dłuższe niż zwykle. Życzę miłego tygodnia i do zobaczenia po powrocie!

Gdzie znajdziecie mnie codziennie?:

Istagram: kailakarolina / Snapchat: kailakarolina / Facebook: kaila