Tylko nikomu nie mówcie. Potrafię czarować, potrafię spełniać marzenia, mogę zrobić wszystko. Moja wyobraźnia ma potężną moc. Tylko rzadko kiedy mam ochotę z niej korzystać. Ile w codziennej rzeczywistości mamy magii? Ile masz jej w sobie?

Na wstępie powiem tylko, że jeśli ktokolwiek zauważył ciemne paski na mojej lewej nodze, są one wynikiem chodzenia w długich spodniach z dziurami na pełnym słońcu. Nie schodzą już ponad miesiąc. Za wszelkie nieprzyjemne doznania wzrokowe serdecznie przepraszam. #zebra

Czaruję od dziecka

Nie, nie… nie urokiem osobistym, nie tym razem. Już od najmłodszych lat wpajano mi do głowy, że jestem kimś wyjątkowym. I taka prawda. Każdy z nas jest, ale nie każdy jest w stanie to w sobie odkryć. Czasem mam tylko wrażenie, że u niektórych ta wyjątkowość siedzi tak głęboko, że odkopanie jej graniczy z cudem… ale spokojnie, przecież cuda się zdarzają.

Wracając do dzieciństwa. Czarownicą jestem po mamie, z którą od kiedy pamiętam, wmawiałyśmy sobie, że „jeśli zrobię to i to, stanie się to i tamto”. Patrząc na opis wydaje się skomplikowane, w rzeczywistości banalnie proste, posłużę się przykładem „jeśli dobiegnę do tego drzewa, zanim zrobi to mama, spotka mnie coś miłego”. Przykład abstrakcyjny, ale działało to na podobnej zasadzie i w sumie działa do dzisiaj… „jeśli zjesz to jedno, małe ciastko, przytyjesz sto kilo”- zawsze działa- jeszcze nigdy go nie zjadłam.

Magia kryje się w podświadomości

Słyszeliście o działaniu placebo? Sprawdzać się to może na podobnej zasadzie. Jeśli podczas choroby podadzą Ci lekarstwo i powiedzą, że Ci pomoże- prawdopodobnie weźmiesz to sobie do serca i faktycznie będzie Ci lepiej, nawet jeśli podane lekarstwo okaże się zwykłą witaminą C. W tym wypadku wyleczyła Cię Twoja własna podświadomość. Jeśli kiedykolwiek Ci się to przytrafiło, gratuluję, pojąłeś pierwszy etap magii- kontrola nad SOBĄ.

Czas na etap drugi… czarowanie innych

Nadal nie mam na myśli uroku osobistego, chociaż w tym wypadku odgrywa on dużą rolę szczególnie wśród czarowania osób płci przeciwnej. Opcja całkiem interesująca, nie polecam jednak nadużywania jej, zaczarowanie jednej osoby zdecydowanie wystarczy ;) W Twoich rękach spoczywa dużo większa moc, która nie zależy od posiadania ładnej buźki, bo nie to jest w życiu najważniejsze. Masz moc wyczarowania uśmiechu na ustach drugiej osoby. O ile od czarnej magii lepiej uciekać jak od ognia, tak tej mocy można wręcz nadużywać.

Długo zastanawiałam się czy dzielić się tym wydarzeniem na blogu, myślę jednak, że może to lekko zmotywować innych do takich drobnych, ale wielkich rzeczy. Jakiś czas temu podczas wyjazdu do Warszawy dostałam wiadomość od jednej z czytelniczek z informacją, że za kilka również się w niej znajdzie. Schody zaczynają się w momencie, w którym dowiadujemy się o tym, że nie przyjeżdża ona, po to by zwiedzić stolicę, a do szpitala. Początkowo nie wiedziałam co robić, nie zastanawiając się jednak zbyt długo powiedziałam, że ją odwiedzę. Tak też zrobiłam. Z drżącymi kolanami i sercem pod gardłem otworzyłam drzwi do sali, w której miała się znajdować i…  w tym momencie zniknęły mi wszystkie obawy. Już dawno nie widziałam tak pięknego i szczerego uśmiechu jak Natalii. Spędziłyśmy razem trochę czasu, dużo rozmawiałyśmy, zdążyłam się przez ten czas trochę o niej dowiedzieć, ale jedyne co mogę powiedzieć Wam o niej to, to że jest wspaniałą osobą.

Dla mnie było to jedynie pokonanie drogi autobusem, rozmowa z nieprzyjemną panią w recepcji, która na odpowiedź „nie jestem z rodziny” kręciła nosem oraz pokonanie niewyjaśnionego pochodzenia lęków przed wejściem, przez zamknięte drzwi w miejscu, które przyprawia mnie o dreszcze- w szpitalu. Dla Niej- spełnienie jednego, małego marzenia, uśmiech, może nawet łezki szczęścia. To jest prawdziwa magia. Dawanie ludziom szczęścia.

t-shirt- ZARA / szorty- romwe / buty- huarache

A czy Ty potrafisz uwierzyć w coś tak mocno by to spełnić? Czy może wolisz drugi rodzaj magii, czyli czarowanie innych? Dzielcie się przeżyciami i przemyśleniami w komentarzach!

dziękuję za zdjęcia Patrykowi S.