Mniej więcej rok temu, pisałam, że z roku na rok, magia świąt i cała ich otoczka po prostu ginie. Coś ją zagłusza, coś sprawia, że przestajemy się z nich cieszyć, są dla nas zwyczajnym czasem wolnym od szkoły i może tak troszkę okazją do spędzenia czasu z rodziną. Nie sądziłam, że moje zdanie może się tak diametralnie zmienić.

Początkowo… tak przyznaję, znowu narzekałam, że jeszcze dobrze nie schowali ze sklepów zniczy, po Wszystkich Świętych, a już pojawiają się bombki i choinki, ale zdałam sobie sprawę z tego, że to nie o to w tym wszystkim chodzi. Magia świąt to nie są ozdoby, czy puszczane w galeriach kolędy. To zapach pomarańczy, wewnętrzne ciepło, ale też coś znacznie więcej. To po prostu MAGIA, CUD, SPEŁNIENIE MARZEŃ… Co się stało, że zmieniłam zdanie z dnia na dzień? Aby odpowiedzieć na to pytanie, cofnijmy się w czasie o lekko ponad tydzień. 6 grudnia- Mikołajki.

Obudziłam się o godzinie 10, z zamiarem spędzenia całego dnia w domu, wypoczęcia, zregenerowania się po ciężkim tygodniu. Niespodziewanie zadzwonił Adam- przyjaciel, po którym nigdy nic nie wiadomo, z tego powodu wystraszyłam się, że mógł wpaść na jakiś dziwny pomysł, no bo przecież halo! Jest sobota, o tej godzinie to ja jeszcze śpię! Kazał mi wyjść przed dom, nie mówiąc nic więcej poza „Mam dla Ciebie prezent”. Nie będę rozdrabniać się w szczegóły, ani pisała jak cała sytuacja przebiegła… wkrótce zobaczycie to sami, ale póki co nie zdradzę nic więcej ;) Na chwilę obecną, napiszę jedynie, że o takim prezencie to nawet nie śniłam. Oczom ukazała mi się niewysoka osóbka, z czerwonymi od zimna policzkami, mikołajową czapką na głowie oraz szerokim uśmiechem na twarzy. Nie wierzyłam w to co widzę… Jako, że nie byłam w stanie powiedzieć kompletnie niczego, zaczęłam niepohamowanie płakać, jednak w pewnym momencie sama nie byłam pewna, czy nie zamienia się to w śmiech.

 

Mówi się, że prezenty nie są najważniejsze… ale takie zdecydowanie dostawać (jeśli to dobre określenie) chcę. Pamiętam, że jakiś miesiąc temu Szczurek zapytała się mnie, co chciałabym dostać na święta. Bez wahania odparłam, że ją, jednak przez myśl mi nawet nie przeszło, że właśnie to ona zostanie moim prezentem. Najwspanialsza niespodzianka na świecie… Wyobraźcie sobie, że macie z kimś kontakt codziennie, praktycznie 24h na dobę, nie macie możliwości spotykania się zbyt często, przez kilometry, które są Waszą przeszkodą, ale kochacie tą osobę, jest dla Was ważna, robicie wszystko, by Wasz kontakt się utrzymał, odliczacie dni do kolejnych spotkań. Tak właśnie wygląda przyjaźń na odległość. Coraz częściej słyszę, że przyjaźni nie ma, a to co jest w internecie, na zawsze w nim pozostanie. W takim razie jak inaczej wytłumaczycie zachowanie osoby, która wstaje o godzinie czwartej, jedzie dwoma pociągami i wlecze się pod mój dom (nie mając nawet pewności, że ją przyjmę, bo przecież nic nie wiem), tylko po to, by zobaczyć mój uśmiech. By spędzić ze mną te kilka godzin.

parka-sheinside / sweter- sheinside / spodnie- Bershka / buty- Timberland 6

Konkurs ogłoszony w poprzednim poście wygrała EmiEmaila! Wybór był niesamowicie trudny, poziom bardzo wyrównany, ale niestety, wybrać mogłam tylko jedną osobę. Cieszę się, że zwróciłyście uwagę m.in. na rodzinną, niewymuszoną atmosferę, to bardzo ważny element świąt.

Proszę o wysłanie adresu na kailla.blog@gmail.com (wiadomość proszę wysłać z e-maila podanego w zgłoszeniu).

Co powinniście wynieść z tej historii? Że najpiękniejszy prezent to taki, którego nie można kupić… Chyba, że są to bilety na pociąg do ukochanej osoby. Właśnie to mogę z całą pewnością nazwać magią świąt :)