Od zawsze chcieliśmy mieć więcej niż posiadamy, a nawet gdy ten brak zostawał zapełniony, szukaliśmy kolejnych rzeczy, miejsc,… wartości, które pozornie są nam koniecznie potrzebne do pełni szczęścia. Taka ludzka natura, masz dużo- chcesz jeszcze więcej, dadzą palec- weźmie całą rękę. Jak w każdej regule oczywiście są też wyjątki. Ale kim te wyjątki są? Ludźmi, którzy poznali, czym tak naprawdę należy kierować się w życiu.

Okej. Obwiniam wszystkich dookoła, a sama pewnie nie jestem lepsza. Tak może pomyśleć sobie teraz każdy z Was. I ma rację. Częściowo. Jeszcze do niedawna, w niemal każdej dziedzinie potrafiłam znaleźć coś, czego mi brakuje (albo coś czego mi za dużo, jak np. centymetrów w udach…). Było tak do momentu rozmowy z pewną osobą, która początkowo miała być jedynie mało znacząca, „przejściowa”. Los chciał, że ta mało znacząca osoba, okazała się wiele wnieść do mojego życia. Jedną rozmową.

Czasami niewiele trzeba żebyśmy zmienili swoje myślenie o 180 stopni. Przypadkowa rozmowa… przypadkowo przeczytany artykuł?

 

Kobieta, z którą rozmawiałam zwiedziła pół świata. Można o niej mówić godzinami. Przez swoje wyjazdy poznała mnóstwo osób, z którymi do dzisiaj utrzymuje kontakt. Ma masę przyjaciół, udziela się w różnych organizacjach, daje od siebie ile może. O ile kobiet nie wypada się pytać o wiek, warto tu wspomnieć, że jest to osoba starsza i za kilka lat spokojnie mogłaby przejść na emeryturę. Jest ucieleśnieniem powiedzenia „kobieta jak wino….”, jest po prostu przepiękna.

Ma tylko mały, w zasadzie to ogromny problem. Od wielu lat cierpi na zanik mięśni. Nie ma władzy nogach. Bez pomocy opiekunki nie jest w stanie nic zrobić, czasem nie może także ruszać rękoma. Wszystkie wspomniane wcześniej wyjazdy umożliwili jej wolontariusze. To dzięki nim i swojej determinacji może nadal żyć pełnią życia. Nie narzeka. Nie użala się nad sobą i nie mówi, że chciałaby mieć więcej, że chciałaby być zdrowa.

Wyobraźcie sobie, że w tym samym czasie, gdy ONA nieskutecznie próbuje wstać z łóżka o własnych siłach, w jakimś domu trwa kłótnia  z rodzicami o to, że dziecko dostaje za małe kieszonkowe lub o to, że koleżanka dostała Iphona, a ono go nie ma, bo rodzice za mało zarabiają. Że w innym domu dziewczyna chce pociąć sobie ręce, bo pokłóciła się z koleżanką lub zabić się, bo chłopak, z którym była miesiąc z nią zerwał, lub też z powodu przybrania na wadze.

Może faktycznie są to jakieś problemy, ale jak wielkie są one w porównaniu z chorobą, która może spotkać każdego, bez zapowiedzi i ostrzeżenia. Co więcej- ludzie Ci potrafią nadal cieszyć się życiem, nie poprzestawać na siedzeniu w domu i płakaniu nad swoim losem. Od zawsze chciałam pomagać i nawet obok tych niewielkich problemów nie przechodzę obojętnie, staram się zrozumieć i pomóc. Każdego z nas spotykają rozczarowania. Ale zastanówcie się czy bylibyście w stanie powiedzieć „mam ogromne problemy, moje życie nie ma sensu” osobie, która od wielu lat nie jest w stanie wykonywać podstawowych czynności bez pomocy innych, a dodatkowo chce pomagać i dawać światu od siebie ile może, na ile pozwolą jej siły?

Z tego wpisu możecie wyciągnąć wiele uwag, jednak tylko od Was zależy ile z tego wcielicie w życie. Szczegółem,  o którym tylko napomniałam, a warto go podkreślić jest udział w wolontariacie. Prawdziwy wolontariusz to skarb i dar, bo często to właśnie on okazuje się być ostatnią nadzieją. Może nim zostać każdy, wystarczy dowiedzieć się czy w naszym mieście działają jakieś organizacje, lub po prostu pomagać w swoim otoczeniu. Nie być obojętnym na krzywdę innych.

bluza-sheinside I spodnie- bershka I buty- timberland I plecak- primark

Dziękuję za zdjęcia. Fotograf: Natalia Lis