Szukam przyjaciółki! Wymagania: 12-14 lat, ładna (ale nie ładniejsza ode mnie), niech mieszka na drugim końcu Polski (im dalej tym lepiej)  i będzie fanką … (puste pole na wstawienie  Youtubera/ Bloggerki). Zgłoszenia na priv!

Tak w dość wyolbrzymiony sposób wyglądał post dodany przez pewną dziewczynkę na jednym z fandomów, chociaż poza zdaniami w nawiasach, nie dodałam od siebie naprawdę niczego więcej… Niestety coraz częściej zauważam takie wpisy. Siedzę na łóżku, popijając gorącą, gorzką herbatę i zastanawiam się w jakim kierunku to wszystko idzie. Casting na przyjaciółkę? Czy „moda” na internetową przyjaźń jest tak wielka, że wszyscy za wszelką cenę chcą jej doświadczyć? Gdzie zaczynają się i kończą granice tej pogoni za akceptacją i byciem FAJNYM?

Zanim zacznę brnąć w temat, jedno bardzo ważne i wydawałoby się oczywiste zdanie: PRZYJAŹNI SIĘ NIE SZUKA. Tak samo jest z miłością. Od kiedy pamiętam, jestem zdania, że najlepsze przychodzi nieoczekiwanie. Poznajemy kogoś przypadkiem, zaczynamy rozmawiać, dogadujemy się, przez co tworzy się między nami, a drugą osobą więź, która w przyszłości bliższej lub dalszej może zamienić się w głębszą relację. Schody zaczynają się podczas gdy dowiadujemy się o odległości, która nas od niej dzieli.

Cała prawda o przyjaźni przez kabel

Nie zawsze jest tak kolorowo. Codzienne pisanie razem, rozmawianie przez telefon i skype z czasem przestaje wystarczać. Pojawia się rozżalenie, uczucie niesprawiedliwości, pytania „dlaczego ktoś tak ważny, mieszka tak daleko ode mnie?”. Nie można porównywać przyjaźni internetowej, do tej z osobą, którą mamy na miejscu, ponieważ są to dwie zupełnie inne relacje. W razie problemów, w kontakcie internetowym zostaniesz wysłuchany, pocieszony, ale jak zapewne wszyscy wiemy, to zwykle nie wystarcza. Czasem przytulenie połączone z milczeniem daje nam więcej niż przegadane godziny.

A kiedy już dojdzie do spotkania? Wszystkie te negatywne strony przestają istnieć. Masz przy sobie swoje małe szczęście, nie liczy się już nic więcej. 1 czerwca razem ze Szczurkiem będziemy obchodziły rocznicę pierwszego spotkania. Do dzisiaj pamiętam jaki stres pomieszany z radością odczuwałam idąc w kierunku ustalonego miejsca, gdy nagle… ZADZWONIŁA. To była nasza pierwsza rozmowa przez telefon, usłyszałam jej głos ze świadomością, że od spotkania dzielą nas już jedynie minuty. Niesamowite uczucie buzującej adrenaliny. Bez słowa rzuciłyśmy się sobie na szyje (na czym ucierpiał Jej zegarek, bo rzucenie się jest jak najbardziej trafnym określeniem) i ściskałyśmy się jakbyśmy znały się już od wielu lat.

Ale co potem? Kiedyś trzeba wrócić… Uwierzcie, że nie ma gorszego uczucia od tego gdy dostajemy coś na czym bardzo nam zależy, po czym zostaje nam to odebrane. Tak właśnie można określić czekanie na odjazd pociągu, w którym siedzi ukochana osoba. Trudno pogodzić się ze stratą, nawet jeśli jest ona jedynie chwilowa. Jednak nawet łzy z czasem stają się już kontrolowane do tego stopnia, by wypłynęły dopiero po odjeździe pociągu, co by nie rozstawać się w złym humorze. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Do wielogodzinnych podróży niewygodnymi pociągami, do oczekiwania na następne spotkanie, również do znoszenia pożegnań. Mam cudowną przyjaciółkę i chociaż dzielą nas setki kilometrów, nie zamieniłabym jej na żadną inną.

Chęć dorównania innym czy potrzeba bliskości?

Zawsze zastanawiam się czym kierują się osoby poszukujące przyjaźni na siłę. Każdy z Was jest na swój sposób wyjątkowy i na każdego przyjdzie czas w znalezieniu prawdziwego przyjaciela. Nie ma konieczności poszukiwania go i robienia „castingów” czy też przymilania się do każdej napotkanej osoby, z nadzieją, że się nami zainteresuje. Każdy potrzebuje akceptacji, poczucia bliskości, trzeba jednak pamiętać, że szczęście przychodzi do nas samo. Bycie sobą to najlepszy klucz do odnalezienia wszystkiego co nam potrzebne. Może się okazać, że osoba, której szukasz jest bardzo blisko, tylko nie potrafisz jej zauważyć. Nie szukaj daleko, zaczynaj zawsze od siebie.

koszula- sheinside / crop top – SH / spodnie- sheinside / buty- h&m

Tyle z przemyśleń na dzisiaj, bierzemy się za suche fakty. W ubiegły weekend po raz kolejny w tym miesiącu odwiedziłam Warszawę. Stało się to idealnym pretekstem do kolejnego spotkania ze Szczurkiem i odwiedzeniem największego targu modowego w Polsce Mustache:YARD SALE, natomiast głównym celem wyjazdu było wspieranie chłopców podczas półfinału must be the music. Przygoda niesamowita, poznałam mnóstwo sympatycznych ludzi, zobaczyłam jak wygląda nagrywanie programów rozrywkowych „od kuchni”, a przy tym spędziłam czas z przyjaciółmi.

W tym momencie bardzo dziękuję osobom, które pomagały Patrykowi i Łukaszowi w walce o dziką kartę na facebooku. Zajęli oni drugie miejsce z ilością 31% głosów. Niestety nie dostali się przy tym do finału, jednak wierzę, że i bez tego dadzą sobie dalej radę. Wspieram całym sercem moich faworytów i jestem pewna, że jest to dopiero początek ich wspólnej przygody z muzyką. Jeśli chcecie zobaczyć ich występ zajrzyjcie tutaj, zaś cały odcinek drugiego półfinału 9 edycji MBTM zobaczycie na ipla.tv

A WY! Macie internetowe przyjaciółki/ przyjaciół? 

Komu kibicujecie w Must be the music? :)

 

Snapchat: kailakarolina    Fanpage: Kaila    ask: Kailablog