Ostatni post pojawił się trzy miesiące temu, skrzynka dosłownie wypchana wiadomościami „kiedy następny post?”, a Wasza Kaila siedzi wpatrzona w ekran komputera, popijając niegazowaną wodę (bo po raz kolejny podejmuje próbę odżywiania się zdrowo, wmawiając sobie, że tym razem się nie podda) i zastanawia się w czym jest właściwie problem? W braku zdjęć do wpisów? Braku motywacji? Pomysłów? Tego ostatniego nie brakuje mi nigdy, bo w swoim życiu nie mogę narzekać na monotonię, czasem nawet błagam o to żeby te wszystkie „atrakcje”, które mnie spotykają, powędrowały do innych, znudzonych ciągle ustabilizowanym życiem. Brak zdjęć faktycznie może być jednym z tych elementów, ze względu na jedną dość istotną sprawę. DORASTAMY. Fotografowie-przyjaciele, którzy od zawsze mi pomagali najzwyczajniej się tym zaczynają nudzić, z częścią traci się kontakt, a prosić i wyciągać kogokolwiek na siłę nie zamierzam. Wychodzę z założenia, że ma być to pasją i przyjemnością nie tylko dla mnie, ale również dla osób, które ze mną współpracują. Dzisiejsze zdjęcia możecie oglądać dzięki uprzejmości i cierpliwości do mnie Stacha. Jednak to nie przez brak zdjęć wpisy pojawiają się coraz bardziej sporadycznie. W czym więc leży prawdziwy problem?

Czuję się płytko…

…poruszając ważne tematy na blogu, gdy widzę, że dokładnie to samo robią dziewczynki, w których wieku bawiłam się lalkami. Wiadomo, każdy dojrzewa w swoim tempie, każdy ma prawo do wyrażania własnego zdania, realizowania się w pasji, którą coraz częściej staje się blogowanie. Nie piszę tego po to żeby obrazić i krytykować, absolutnie nigdy nie miałam tego na celu, o czym doskonale wiecie. Jednak w momencie, gdy widzę, że blogosfera zamienia się w jeden wielki śmietnik, przepełniony kopiowanymi od siebie postami, beznadziejnymi zdjęciami i zawistnymi smarkatymi hejterkami, zaczyna mi być wstyd, że biorę udział w czymś tak żałosnym. Blog jest ważną częścią mojego życia, w której dzielę się najgłębszymi przemyśleniami i przeżyciami, starając się zachować jedynie tyle prywatności, żeby osoby ze mną związane nie ucierpiały na tym co robię. Zbliżam się przez to do Was i staram pomóc w rozwianiu wszelkich spędzających sen z powiek problemów, przez to, że pokazuję różne ich aspekty i kąty widzenia. „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Ale czy przeciętna osoba, która przypadkowo zajrzała na moją stronę zauważy to co robię? Czy raczej pomyśli „kolejna nic nie wnosząca blogerka”.

image4

Takie czasy

Lubię spojrzeć czasem na to kto nowy pojawia się w internecie, co ciekawego ma do przekazania, bo przecież odkrywając nowe, świeże osoby, możemy czerpać inspirację i motywację do dalszego internetowego funkcjonowania. W tym momencie jednak wolałabym napisać jakiekolwiek przekleństwo, bo tylko to ciśnie mi się na usta, nie będę jednak demoralizować drogich czytelników, którzy i tak są już wystarczająco narażani na niestosowne słownictwo w internecie. Tu od tego odpoczniecie. Pomińmy ten fakt i przejdźmy do sedna. 90% odwiedzonych przeze mnie z ogromną nadzieją blogów, kończy się zamknięciem strony po 5 minutach. Dodanie miliona słabych zdjęć, tylko po to by na końcu napisać „błagam kliknijcie w linki”, co w domyśle znaczy „nie mam nawet tysiąca czytelników, ale chcę darmowe ubrania”, a już białej gorączki dostaję w momencie, gdy kompletnym przypadkiem wpadnę na post napisany przeze mnie na jedynym z tych świeżych, pełnym pomysłów, ORYGINALNYM blogu.

Koniec tego wprowadzania negatywnych emocji i narzekania na ludzi. Czas zrobić rachunek własnego sumienia czyli…

 

Piję za dużo kawy.

„Lubię słuchać, że robię coś dobrze, bo dzięki temu czuję, że nie wypadłam z pogoni dążącej do ideału. Ale jak dążyć do czegoś co ciągle się zmienia? Zmierzać się z ciągle napływającą falą krytyki?…” Pomyślałam pijąc zimną już kawę, z kubka z napisem „jestes piękna i nie daj sobie wmówić ze jest inaczej”.

Coraz ciężej przychodzi mi pisanie, zajmuje coraz wiecej czasu. Czuję, że się duszę w momencie, gdy nie piszę tak długo, jednoczenie nie jestem w stanie znaleźć czasu na napisanie czegoś sensownego. Czuję, że to co robię zaczyna być szufladkowane, bo 90% patrzących na blogerki ogląda zdjęcia i ocenia po nich osobę prymitywnymi już stereotypami. Pokazuję więcej siebie w internecie, nie wstydzę się swojego ciała ani przekonań. Coraz częściej ludzie obracają się na mój widok w autobusie, szturchając nawzajem kolegów/ koleżanki. Nachodzi mnie wtedy myśl „może kojarzą mnie z bloga? Może przeczytali na nim chociaż post?” Jednak zaraz po chwili złudzenia odchodzą na bok i słyszę jedynie „ej to ta z instagrama”.

Jaki więc sens w pokazywaniu, że jednak, ku zdziwieniu wielu, pod blond włosami kryje się głowa pełna niekończących się przemyśleń jeśli i tak będę kojarzona tylko z tego jak wyglądam? Znacznie prościej jest dodać zdjęcie, uwierzcie że pociągnięcie wszystkiego samym pisaniem jest wyczynem godnym największych nagród. A co do instagrama…

image1

Instagram star

Kilka dni temu dostałam maila od przedstawiciela strony famousbirthdays.com. Na stronie, jak sama nazwa wskazuje, można sprawdzić kiedy urodziny mają nasi idole czy gwiazdy muzyki, filmu i internetu. Ku mojemu zdziwieniu zostałam tam dodana, jak twierdzili ze względu na to, że moje nazwisko było dosyć często wyszukiwane przez użytkowników portalu. Zapewne nie pisałabym tu o tym, gdyby chodziło o to, że jest się czym chwalić. Ambiwalentną okazała się kategoria, w której się znalazłam. „INSTAGRAM STAR”. I w tym momencie nie wiem czy się śmiać czy płakać bo konto na instagramie, które miało służyć jako dodatek do bloga, jak zresztą wszystkie inne social media, na których jestem, staje się od niego ważniejszy. Czy jest się z czego cieszyć w momencie, gdy obserwuje mnie na obecną chwilę 17 500 osób, z czego większość wie, że prowadzę bloga, jedynie z linku na instagramie, którego większość pewnie nawet nie kliknęło?

Zawsze bawi mnie fakt, że gdy poznaję kogoś nowego, mieszkającego w moim mieście, słyszę „o ty jesteś blogerką!”, żeby za chwilę dostać sprostowanie „wiem, ale nigdy na niego nie wchodziłam/łem. O czym właściwie piszesz?”.

 INSOMNIA

Szczerze nienawidzę dymu papierosów i chociaż przebywam w towarzystwie palącym, nadal mi on przeszkadza. Znajduję jednak kojący spokój patrząc na rozpraszający się w powietrzu dym. To jak zobrazowana definicja braku stabilności.

Kto dotarł do końca tego wpisu-morza zażenowania i jadu, za chwilę przekona się, że powinien on zmotywować, a nie pogrążyć, jak się niektórym może wydawać. Idąc od początku. Fakt. Nienawidzę kopiowania i będę z nim walczyć na ile sił mi starczy. Pisząc jednak o młodszych blogerkach (starszych w sumie też to dotyczy) w ten brutalny sposób, chcę zmotywować do szukania własnej drogi. Tytuł, który wiernych czytelników może przerazić odnosi się do wizerunku blogerki, którą nie chcę być. Nie chcę być blogerką piszącą na siłę, nic nie wnoszące posty. Chcę być i JESTEM blogerką spełniającą się i wskazującą drogę. Blogosfera staje się przepełnionym śmietnikiem? Bądźmy więc reprezentantami jej championów, naprawiajmy ją razem i zamiast rzucać sobie kłody pod nogi, łączmy siły i pomagajmy sobie! Faktem jest również to, że instagram przejmuje obecnie władzę w internecie i pomimo, że trochę kłuje w serducho sytuacja, w której po raz kolejny obraz pełni ważniejszą rolę niż tekst, są również plusy takiego stanu rzeczy. Mam możliwość ciągłego kontaktu z Wami, a to sprawia, że nawet gdy wpisy dodaję rzadko, macie świadomość, że żyję, nie zostawiłam Was w tym dziwnym świecie i nic mi nie jest.

Ponadto na instagramie zaczynają pojawiać się niespodzianki w postaci konkursów. Jeden z nich, w którym można wygrać srebrny naszyjnik trwa obecnie i kończy się 1 paździenika, kolejne zostają na chwilę obecną tajemnicą.  Z bieżących spraw, od 4 dni nie mam dostępu do prywatnego facebooka, ani fanpage, bo zostałam posądzona o podszywanie się pod samą siebie (komedia), cały czas macie jednak kontakt ze mną na snapchat (kailakarolina) i poruszanym tak wiele razy dzisiaj INSTAGRAMIE. Wkrótce na blogu pojawią się recenzje pewnych kosmetyków oraz przygotowywany w równoległym czasie, kontrowersyjny wpis przemyśleniowy.

Z tą dawką zapowiedzi, żegna Was Wasza maturzystka (zmęczona już po miesiącu nauki, ale wciąż walcząca), KAILA.

image3