To jest chyba dobre określenie tego co działo się wczoraj. Początkowe plany były takie, że nocuje u mnie Basia i tyle. Skończyło się na tym, że wpadło do mnie 6 osób. Przed ich przyjściem byłam bliska załamania nerwowego, miałam w głowie tylko ,, co pobiją”, ,,co zniszczą”,  ,,czy wszyscy się polubią”. Spotkanie przebiegło po mojej myśli, a nawet lepiej. Wszyscy się dobrze bawili, a jeśli nie to doskonale udawali :D
Ciężko powiedzieć co się działo, bo działo się dużo. 
Prawie rozwaliliśmy Basi telefon, bo dzwoniliśmy po pizzę i nikt nie chciał podać swojego numeru, rzucali nim między sobą i nagle wylądował na ziemi :// Ale wszystko spokoo, szklanki się nie potłukły (nie mówię, że nie wylądowały na ziemi), lampa prawie cała, kot w jednym kawałku, policja nie przyjechała  więc nie było tak źle :) 
Rozstaliśmy się chwilę po 22. Z Basią jeszcze siedziałyśmy i gadałyśmy z moją mamą i Arkiem. Zasnęłyśmy jakoś po 2, bo obie byłyśmy mega zmęczone. 

Dodatkowo kilka zdjęć z dzisiaj, z rana- UWAGA! Zaspane i niepomalowane :D