Skoro nie było mnie tu od prawie roku to musiał stać się cud, że pojawił się nowy wpis. Teoretycznie jeszcze się nie stał, ale wkrótce może…

Ze sklepów już dawno poznikały kolorowe bombki, światełka i sztuczne choinki, bożonarodzeniowe piosenki ucichły, a irytujące (chociaż z roku na rok coraz bardziej ambitne i dające do myślenia) reklamy przestały wyświetlać się na wszelkich dostępnych portalach społecznościowych. Nie mam zamiaru bombardować Was pisaniem, że postanowienia noworoczne są ważne i że MUSICIE JE MIEĆ. Sama w tym roku mam jedynie jedno, ale o nim później. Uważam je jednak za to NAJWAŻNIEJSZE, które każdy z nas powinien mieć.

_MG_2387

Minęły już dwa tygodnie od 1 stycznia, słodycze ze świąt z pewnością już dawno, w tajemniczych okolicznościach zniknęły, więc można się brać nawet za te najtrudniejsze do realizacji postanowienia tj. te dotyczące diety. Nie nad zdrowym stylem życia będziemy się dzisiaj rozwodzić, a nad czymś co znacznie łatwiej będzie zrealizować, bez wyrzutów sumienia pod koniec roku, że zamiast stracić na wadze, stoimy w miejscu, albo co gorsza przytyliśmy. Jeśli je zrealizujecie, pod koniec roku poczujecie ogromną satysfakcję i poczucie spełnienia.

Nie byłabym sobą gdybym podała Wam na tacy receptę na idealne postanowienie noworoczne. Najpierw zajmę Was krótką historią, dzięki której w mojej głowie narodził się pomysł, aby jednak jakieś postanowienie na 2018 rok mieć i nie stresować się, że będzie kolejnym, którego nie spełnię. Usiądźcie wygodnie i wczujcie się w sytuację, która na dobre sprawiła, że zimowa depresja pożarła mnie w całości, ale też dała sporo do myślenia.

W połowie grudnia, wracając przemarznięta z uczelni, uświadomiłam sobie, że wielkimi krokami zbliża się Wigilia. Za samymi świętami specjalnie nie przepadam, bo mam wrażenie, że jeśli co roku nie stanie się przed nimi coś złego, nie mają prawa się odbyć… Taka niewiele znacząca dygresja, jednak znacznie istotniejsza jest moja mała tradycja, która powtarzała się od 2014 roku. Po powrocie do domu i wymianie paru zdań z osobą odpowiedzialną za ową tradycję dowiedziałam się, że pokrywa się ona z planem zajęć na studiach i resztki dobrego nastroju wyparowały ze mnie niemal z taką szybkością, z jaką mija weekend. Koniec krótkiej, smutnej historii, ale…

_MG_2320

Co to za tradycja?

-Wigilia Caritasu. Niezwykle trudno opisać ją w kilku słowach, chociaż w pamięci mam mnóstwo obrazów, dźwięków i zapachów. Za każdym razem dostarcza tylu emocji i przemyśleń, że nie dorównają im te doświadczone przez cały rok. To miejsce gdzie potrzebujący, ubodzy i bezdomni mogą usiąść przy jednym stole, posłuchać na żywo kolęd, wypić kubek gorącego barszczu z uszkami, zjeść przepyszne krokiety i POROZMAWIAĆ. Wbrew wszelkim pozorom to, to ostatnie jest dla wielu z nich najistotniejsze, bo na co dzień żyją sami, często są odtrącani, unikani. To również miejsce, w którym zobaczyłam najwięcej szczerych uśmiechów w swoim życiu, usłyszałam najwięcej niewymuszonych komplementów i najbardziej wdzięczne dziękuję. To tam przekonałam się, że najlepszą rzeczą jaką możemy sobie postawić za cel jest pomoc drugiemu człowiekowi, nawet jeśli ma oznaczać jedynie rozmowę z nim. Musimy nauczyć się większej wrażliwości i otworzyć szerzej oczy na potrzeby innych. Nie musisz z marszu zapisywać się do wolontariatu (chociaż to postanowienie bardzo popieram), czasem wystarczy, że uśmiechniesz się do kogoś na ulicy, kupisz gorącą kawę przemarzniętemu bezdomnemu, pójdziesz pogadać z rodzicami, z którymi do tej pory miałeś średni kontakt, napiszesz do koleżanki, która ostatnio przestała się odzywać, albo wydaje się przygnębiona. Takie małe gesty poprawią dzień nie tylko drugiej osobie, ale również Tobie!

_MG_2403

W tym pechowym zimowym dniu zrozumiałam, że celem, w którym się najbardziej spełniam jest pomoc innym. W momencie, gdy pierwszy raz od trzech lat nie mogłam pomagać w tym wydarzeniu ogarnął mnie przygnębiający smutek, a w sercu ogromna pustka, brak czegoś istotnego.  Dzisiaj wypełniam ją nadzieją, że wpis dotrze do chociaż jednego serducha, które wprowadzi w życie właśnie to postanowienie i otworzy się na innych. Teraz to Wy możecie dokonać wspomnianego na początku wpisu cudu. Pewien mądry człowiek imieniem Immanuel, lepiej znany jako Kant powiedział kiedyś, że człowiek powinien być celem, nigdy środkiem do celu. Pamiętajcie, że dobro zawsze wraca i nigdy nie wiemy kiedy to nam będzie potrzebna pomoc.

Zostawiam Was z tą myślą i życzę powodzenia w nowym roku

Wasza Kaila