Bóg, czy wyższa siła (zależy w co tam wierzycie) chyba nade mną czuwa i nie chce żebym posunęła się do tak odważnego kroku, jakim jest wyrzucenie męczących mnie emocji w internecie. Moja złość osiągnęła przed chwilą apogeum, gdy po skończeniu wpisu, który miał być jednym z najbardziej szczerych i osobistych, wyskoczył błąd, a post usunął się w całości, nie zostawiając po sobie ani słowa… jedynie trzy zmarnowane godziny. Nie dam się jednak pokonać, chociaż wiem, że to co będę starała się w tym momencie odtworzyć, nie będzie oddawało sytuacji w takiej pełni, w jakiej robił to ten poprzedni. Walka trwa.

Za każdym razem, gdy ktoś zadaje mi pytania „dlaczego założyłaś bloga? Jak wyglądały początki?”, odpowiadam to samo. Blog miał pełnić funkcję pamiętnika, całkowicie anonimowej terapii mojej zbyt wrażliwej duszy. Wpisy miały zawierać jedynie wyrzut aktualnie męczących mnie emocji. Jak pewnie zdążyliście zauważyć, od 2012 roku podpisuję się prawdziwym nazwiskiem (które w międzyczasie zdążyłam zmienić, o czym też kiedyś pisałam, co nie zmienia faktu, że oba są prawdziwe). Długo w postanowieniu utrzymania strony nie związanej z żadną konkretną twarzą się nie wytrzymałam. Ujawnienie się, otworzyło wiele możliwości, ale na pewne również zamknęło. Zamknęło na pisanie o tym co mi nie wychodzi, z czym sobie nie radzę. Dlaczego? Blog to miejsce, do którego dostęp ma każdy. Czytają go ludzie z mojego otoczenia oraz Ci kompletnie ze mną niezwiązani. Dla tych, którzy tylko czekają na moje niepowodzenia, pisanie o słabych stronach, jest skuteczną furtką do pogrążenia mnie. To jak strzelenie samobója. Nastał jednak moment, w którym kończę z przejmowaniem się zdaniem innych. Dlaczego mam udawać, że moje życie zawsze jest usłane różami? Może i czasem jest, ale każda róża ma swoje kolce, które potrafią wyrządzić ogromne rany. Gdyby każdy szczerze mówił o swoich uczuciach, komunikacja byłaby zdecydowanie ułatwiona. Uważam, że wszystkie zmiany trzeba zaczynać od samego siebie, dlatego właśnie dzisiaj obnażam się z prawdziwie dręczących mnie odczuć, które na szczęście, z dnia na dzień zanikają, jest coraz lepiej. Piszę, bo zdaję sobie sprawę, że nie jestem jedyna w takiej sytuacji, a wszelkie uwagi, które pokazują w jaki sposób można poradzić sobie z uczuciami, których chcemy się pozbyć, są bardzo ważne. Ja sobie z nimi radzę, dlatego teraz chcę pomóc w poradzeniu sobie z nimi innym. To moment przełomowy, taka będzie również moja dzisiejsza Spowiedź emocjonalna.

Prawdziwe ja

Czy jest gorszy moment od tego, gdy przestajemy wiedzieć kim właściwie jesteśmy? Co znaczy „być sobą”? Przecież prawdziwe „JA” ukształtowane jest z poznanych przez nas w ciągu całego życia ludzi i przeżytych doświadczeń. W jakim stopniu i co na nas najsilniej oddziałuje, zależy już od osobistych predyspozycji. Są jednak momenty, w których przestajemy oddzielać to kim jesteśmy naprawdę, od tego kim inni ludzie chcą żebyśmy byli. Kompletnie skrajne uczucia, wzajemnie się przenikają. Jaka jestem w rzeczywistości? Jeśli jednego dnia potrafię przenosić góry, rozmawiać z setką ludzi, zachęcać wszystkich do spełniania się i mówienia, że życie jest piękne, podczas gdy następnego, umiem zamknąć się w pokoju na cały dzień, nie odzywając się do nikogo. Pogrążając się we własnych myślach, które często pozbawiają chęci do życia. Raz jestem pełna zrozumienia, miłości i chęci pomocy ludziom, innym razem wszystko jest mi obojętne, bo przecież wszystkim nie pomogę to po co w ogóle się starać? Jednego dnia wyglądać jakbym przed lustrem spędziła szmat czasu, a następnego nie mieć siły zjeść śniadania, a co dopiero zebrać się w sobie do pomalowania się czy uczesania. Która to prawdziwa Kaila? Szczerze zaczynam mieć wątpliwości, ale to co wiem na pewno to to, że jednej z nich chcę się pozbyć. Życie, które jest walką między dwoma zbieżnymi osobowościami, prowadzi tylko na złą drogę. Co sprawia, że zachodzą w nas takie kontrasty? Zwykle trudne do przełamania wydarzenia, a właśnie jedno z nich spotkało mnie całkiem niedawno.

 

Świat utracony

W życiu każdego z nas, bez względu na to czy wcześniej, czy później, pojawia się osoba, która obraca wszystko do góry nogami. Nawet nie zauważamy momentu, w którym zaczynamy darzyć ją najpotężniejszym uczuciem, powszechnie zwanym miłością. Zatracamy się w niej, jesteśmy gotowi skoczyć za nią w ogień, a jej szczęście stawiamy ponad swoje. To ktoś z kim jesteśmy w stanie spędzić całe życie, które zresztą wspólnie planujemy. Ktoś kto jednym słowem potrafi wywołać uśmiech i płacz. Jak za dotknięciem magicznej różdżki. Ktoś kogo zdjęcie w centralnym punkcie portfela, albo symbol, który oboje nosicie, na znak ogromnej zażyłości, przypomina, że żyjecie właśnie dla siebie. Dokładnie taką osobę miałam okazję, mieć przy sobie, a stosunkowo niedawno straciłam. Kogoś kto wie o mnie wszystko. Kto widział mnie w momentach kryzysowych i w niemal każdym próbował pomagać. Kogoś z kim niemalże mieszkałam przez 3 dni w tygodniu, z kogo rodziną zżyłam się na tyle, że czułam się jej częścią. To niesamowite jak uczucie łączące oboje ludzi może być szalone i piękne. W wielu przypadkach szalone, może okazać się jednak niebezpieczne. Gdy przeplatają się dwa skrajne, ale jednocześnie dwa bardzo trudne charaktery. A co się dzieje, gdy osoba, której ufamy bezgranicznie zaczyna zawodzić? Świat zaczyna się walić.

Karuzela

Czy można kochać i nienawidzić jednocześnie? Nie życzę nikomu, bo doświadczyłam tego osobiście, przez co mogę opisywać ten paradoksalny stan dość wnikliwie. Każdy ma prawo popełnić błędy, niestety nie wszystkie jesteśmy w stanie wybaczyć. Mówi się, że czas jest odpowiedzią na wszystko, ale próba czasu jest często równie trudna jak pogodzenie się z tym, że możemy stracić ukochaną osobę już na zawsze. To obłęd. Przenikające się wzajemnie uczucia, zaczynając od ściskającej serce tęsknoty, po przeszywającą nienawiść. Bo jak pogodzić się z tym, że ktoś z kim mieliśmy spędzić resztę swojego życia, zawiódł nasze zaufanie, nawet jeśli była to pozornie banalna sprawa? Skoro kocha to jak mógł to zrobić? Wirująca bezustannie karuzela emocji, które zmieniają się z minuty na minutę. Mnóstwo bolesnych słów wypowiedzianych w nerwach, stos podejrzeń i wyrzutów, przeplatanych niesamowicie silnym zżyciem i potrzebą bliskości tylko tej jednej, wyjątkowej osoby.  To jak część nas, a stratę jej można porównać ze stratą ręki. Brak chęci do życia, wzajemne pogrążanie się. Uzależnienie od drugiej osoby bywa silniejsze od narkotyków. I te ostateczne pytania. Czy to ze mną jest problem? Czy to jakaś cholerna dwubiegunowość, że nie potrafię opanować uczuć, ani ukierunkować się w jedną stronę? Jedyne wyjście to oddział zamknięty? Na szczęście nie zamknięty, ale o tym na końcu.

Nowy początek

Takie jest życie. Ludzie przychodzą i odchodzą. Każdy zostawia nam cząstkę siebie, wspomnienia, zapach. To jak błędne koło. Czasem najwłaściwszą, ale i najtrudniejszą decyzją jest odcięcie się całkowite. Bo gdy kontakt z drugą osobą, którą darzymy tak silnymi uczuciami, sprawia, że mamy ochotę pozbawić się życia, trzeba powiedzieć dość. Z drugiej strony jak pogodzić się z tym, że z dnia na dzień tracimy bezpowrotnie osobę, z którą mieliśmy ułożyć sobie życie? Nie wiedzieć co i z kim robi. Nie być przy niej w najważniejszych dla niej chwilach, nie wspierać jej w problemach. Gorszy od tego jest chyba jedynie widok, że ktoś zajmuje nasze miejsce, szczególnie gdy jest to osoba, po której nigdy byśmy się tego nie spodziewali.

Jestem jednak zdania, że kocha się całe życie. Nie da się tak po prostu przestać kochać, jeśli uczucie było prawdziwe. Można się tylko nauczyć żyć bez swojej miłości, a z czasem poznać kogoś kto zapełni pozostawioną pustkę i wygoni melancholię. U jednych to kwestia miesiąca, ja z pełnym przekonaniem, wiem, że prędko w kolejny związek nie wejdę, bo za wiele pozostawił we mnie poprzedni. Ale są rzeczy, których nikt mi nie odbierze, nawet jeśli bardzo by chciał i próbował. Wspomnienia wspólnych wakacji nad morzem, spania w pociągach, nocnego grania w karty, rodzinnych obiadów, zapachu, który pozostał w wysyłanych listach i widoku ukochanej osoby zaraz po obudzeniu. Słów, które ciężko jest zapomnieć. To wszystko jest tylko moje i na zawsze zostanie w pamięci. Teraz trzeba nauczyć się żyć od początku. Co mi w tym pomaga? Jak robić spowiedź to tylko szczerą. Przyjaciele są ogromnym wsparciem, otaczanie się ludźmi i wychodzenie z domu bardzo sprzyja zapełnieniu pustki, powróceniu do normalności. Co z tego, gdy wracam do pustego pokoju i wszystko do mnie wraca, blokując moje myślenie na jednym temacie? Pisałam wcześniej o oddziale zamkniętym/ psychiatryku. Aż tak źle ze mną nie jest. Stwierdziłam jednak, że sama sobie nie poradzę, bo zawalanie szkoły i obowiązków przez przychodzące napady depresyjne, nie może mieć miejsca. Najlepszym rozwiązaniem okazało się spotkanie z coachem. Nie jest to psycholog, a mentor. Ktoś w rodzaju trenera osobistego, ale zajmujący się naszym rozwojem intelektualnym. To osoba, która pomaga nam wykorzystać nasz potencjał i zrealizować plany zawodowe. Uczy opanowania zbędnych emocji, odcięcia się od problemów. Zainteresowanych zachęcam do poczytania więcej o tym zawodzie, a interesujących się moim życiem zapewniam, że teraz będzie już tylko lepiej!

Nie można się wstydzić swoich uczuć. Każde z nich jest dobre, każde uczy, każde jest potrzebne. Złość, smutek, żal odgrywa ważną rolę w życiu każdego, a umiejętność spojrzenia na to z dystansu, jak na zjawisko, które przychodzi i odchodzi, to wyższy stopień wtajemniczenia, w który powoli się wgłębiam. Dla kogoś to jak dokładnymi słowami opisałam uczucia, które mimo wszystko nie oddają prawdziwych emocji, to ekshibicjonizm. Jednak gdy mam świadomość, że komuś może on pomóc, chcę to robić, bez względu na wszystko. Pracujcie nad sobą, a sukces gwarantowany.

Postscriptum

Zamykając temat, warto wspomnieć co u mnie obecnie słychać. 24 kwietnia odwiedzę targi mody w Szczecinie (szczegóły na facebooku.), więc jeśli ktoś jest zainteresowany spotkaniem, śmiało piszcie! Relację z wyjazdu będziecie mogli obserwować na snapchat: kailakarolina, a jakiekolwiek zdjęcia przed pojawianiem się na blogu, będziecie mogli znaleźć na instagramie: kailakarolina

 

Dostałam również mnóstwo pytań na temat koronkowych biustonoszy, w których zdjęcia publikowałam na instagramie i w dzisiejszym wpisie. Obydwa są szyte na miarę, niesamowicie wygodne i kobiece. Szczerze polecam zajrzenie do Grubą Nicią Szyte, bo długo zastanawiałam się gdzie zamówić upatrzone już długi czas temu koronkowe cuda, a tu cena idzie w parze z wyglądem, wygodą i jakością. O poprawiaczach humoru wypowiem się w jednym z przyszłych postów, ale to zdecydowanie jeden z nich. Warto wspomnieć, że nie jest to sklep, w którym wszystko produkowane jest w ilościach hurtowych, ale każdy model wykonywany jest na zamówienie, po wcześniejszym podaniu wymiarów, więc nie ma mowy o złym dopasowaniu. Jeśli ktoś szuka sprawdzonego, oryginalnego miejsca, to nie ma się nad czym zastanawiać.