O świętach już każdy zdążył zapomnieć, ja jednak powrócę do nich na chwilę, wraz z obiecanym filmikiem. Postanowiłam podzielić się nim z Wami, niestety dopiero teraz mam możliwość opublikowania go. Sylwestrowy wyjazd narobił mi sporo zaległości, z tego też powodu, zaczynamy nadrabianie! Zanim jednak przejdę do krótkiego opisu świąt, wstawiam link, który przeniesie Was do filmu  ->Christmas in my house <-

Tym krótkim filmikiem, postanowiłam podzielić się z Wami ze względu na to, że są to pewnego rodzaju wspomnienia, blog zaś powstał między innymi po to, by się nimi z Wami dzielić. Tegoroczne święta spędziłam w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół. Klimat stworzyły skromne dekoracje w postaci lampek, choinek i świątecznych ozdób, całość dopełnił blask płomieni zza szyby kominka i dźwięk najpiękniejszych kolęd.

Mimo wszystko, nawet układając na stole talerze i sztućce, nie czułam, że Święta „to już”. Za oknem deszcz, lampki w galeriach wiszą od dobrego miesiąca, a ozdoby choinkowe weszły do sklepów zaraz po zabraniu z nich zniczy na Wszystkich Świętych. To właśnie nieco zaburzyło postrzeganie świąt jako coś magicznego i wspaniałego. Czy święta czuje się tylko w dzieciństwie? Czy z roku na rok będzie coraz gorzej? Myślę jednak, że nie jest to kwestia wieku, a nastawienia, moje w tym roku nie było najlepsze, tak więc żadnych niespodzianek się nie spodziewałam.

Niespodzianki przyszły jednak szybciej niż mogłam to sobie wyobrazić. Szczerze mówiąc, nie liczyłam na nic, według tradycji- najmłodszy rozdaje prezenty, zaczęłam więc zabawę w św. Kailę, swoją torbę zostawiłam na koniec. Prezent, a raczej torba bardzo niepozorna, spora, niebieska, z napisem douglas. Czego się spodziewałam już chyba wiadomo. Ucieszyłam się jeszcze przed otwarciem, nowe kosmetyki? Może perfum? Niemniej jednak zawsze się przyda. Po otwarciu, oczom ukazała się oczywiście cała masa powodów, dla których teraz muszę zrzucać zbędne kilogramy, na samym dole torby zobaczyłam tylko małą paczuszkę owiniętą niebieskim papierem. „Wreszcie nie słodycze”, pomyślałam, relacjonując Wam każdy krok na snapchacie. To co zobaczyłam po otworzeniu przerosło moje oczekiwania. Iphone 5s.

 

Pierwsza myśl- w środku są pewnie skarpetki, zrobili mi niezły żart, to im się udało. Żartem to jednak nie było, a najbardziej trafionym prezentem, o jakim nawet sobie nie marzyłam. Po chwili oczywiście uświadomiłam sobie, że przyjaciele bardzo dobrze wiedzieli co dostanę, bo zadzwonili z pytaniem jak podobał mi się prezent, ale ten fakt można pominąć :)

Jako, że na życzenia świąteczne już za późno, mam tylko nadzieję, że spędziliście je w gronie najbliższych i z dobrym humorem. O wyjeździe do Warszawy napisać nie zdążę, bo mój „krótki opis” standardowo trochę się przedłużył. Życzę więc szczęśliwego nowego roku i do zobaczenia w kolejnym poście, który z pewnością ukaże się już w tym tygodniu, wraz z postanowieniami noworocznymi oraz podsumowaniem minionego roku.