Szybko przyszła, szybko poszła. Wielkanoc już za nami, dzisiaj zostało jedynie uciekanie przed wodą i innymi głupimi pomysłami. Świąteczne popołudnia spędziłam jak zapewne większość, razem z najbliższą rodziną. Po święceniu koszyka pojechałam z rodzicami na najlepsze lody na świecie- do Barlinka.. Cudowne miasteczko, mogłabym tam zostać cały dzień (zdj. drugie)
Ciekawym i pełnym niespodzianek dniem był 20 kwietnia. Po obudzeniu się, zobaczyłam, że koło mojego łóżka stoi pusty koszyk. No niezupełnie pusty, w środku była karteczka. Pomyślałam sobie „okej zając wraca do starego zwyczaju, jednak czy nie jestem już na to za stara?”. Chęć zgarnięcia 10 kinder niespodzianek okazała się silniejsza, więc zaspana ruszyłam na poszukiwania jajek ukrytych w moim domu. Pomysł bardzo oryginalny, kilkanaście lat temu był to pewien standard Wielkanocny, problem w tym, że wtedy jeszcze nie umiałam czytać i wskazówki, gdzie odnaleźć następne jajko, musiała czytać mi mama. Kolejne jajko, a na nim kolejna wskazówka, niczym szukanie skarbów. W poszukiwania zaangażował się nawet Rysiek, który dostał wszystkie zabawki.
 
Jutro ostatni dzień przed testami. Czy się boję? Absolutnie.. to tylko pierwszy niesamowicie ważny test w naszym życiu.. 
Prawdopodobnie do egzaminu nie pojawi się tu nowy post, tak więc życzę wszystkim, którzy będą go pisać, aby wyniki były o wiele lepsze od tych na próbach oraz żeby nic nie sprawiło Wam problemu. Jestem z Wami, trzymajcie się! :)