Czuję przesyt. Czuję niesamowicie wielką presję, którą narzuciła współczesność. Zmiany, ciągłe zaspokajanie potrzeby wpasowania się w to co jest obecnie modne. Wszystko co kiedyś było niesamowicie popularne, odeszło w niepamięć. Jak nadążyć? Ktoś pamięta epulsa? photobloga? nk? Ask.fm też odchodzi w niepamięć, a „askowe fejmy” przestały być wytykane palcami przez nastoletnie fanki. Takie życie. Jeśli w odpowiednim czasie nie przeniosły się na youtube lub bloggera, straciły, pewnie już na zawsze, swoje 5 minut sławy w internecie. Jest bardzo łatwo stać się rozpoznawalnym, gorzej się na takim poziomie, który ciągle by wzrastał się utrzymać. Czasy zmieniają się w zastraszająco szybkim tempie, a jeśli nie potrafisz się wpasować, giniesz w tłumie ludzi chcących osiągnąć sławę jak najmniejszym kosztem. Ale przecież gdyby udało się każdemu, gdyby wszyscy byli równi, nie byłoby ludzi, którzy traktowali by pewne wąskie grono jak półbogów. Ale czy taka rozpoznawalność zasługuje w ogóle na określenie „sławy”?

Dlaczego zostałam blogerką?

Są takie pytania, które pojawiają się podczas każdego wywiadu z jakąś blogerką,  nawet jeśli odpowiedziała na nie już w kilku poprzednich.  Niewątpliwie na czele stoi „dlaczego założyłaś bloga?”. Pytanie pojawia się do znudzenia, a odpowiedź na nie, nie zawsze jest satysfakcjonująca. Czasem jest to po prostu „bo tak”. Niektóre boją się po prostu odpowiedzieć „chciałam być sławna”. Prawda czasem boli albo może spowodować utratę czytelników, uważających blogerkę za uosobienie ideału.

Założyłam tą stronę w 2012 roku. Nikt wtedy nie słyszał o snapchacie, a ich królowe- blogerki nie były tak popularne jak obecnie. Opowiadając o tym czuję się jak mama opowiadająca dzieciom, jak to za jej czasów było. Przepaść między tymi czterema latami jest przeogromna. Zasadnicza różnica polega na tym, że wtedy ludzie czytali blogi. Zanim jeszcze założyłam swojego, długo nad tym myślałam. To nie była spontaniczna decyzja, bądź też efekt nudy. Początkowe założenie było takie, że nie powiem nikomu, że piszę. Chciałam być anonimowa. Tak, żeby moje przemyślenia nie były przypisane do żadnej konkretnej twarzy. Po utworzeniu strony,  zrozumiałam, że to nie przejdzie na dłuższą metę. Żaden blog nie utrzyma się bez pomocników, jakimi są w głównie  facebook i instagram. Im pomocników więcej tym lepiej, bo skąd ludzie mają się dowiedzieć, że prowadzisz bloga? Obecnie wymienione „pomocniki” stają się częściej odwiedzane i to one pną się w górę, zostawiając blogi daleko w tyle. Nie zależało mi jednak tylko na tym. W pewnym momencie zrozumiałam, że blog to idealne sposób, na pokazanie prawdziwej siebie. Nie takiej jaką ludzie znają mnie z plotek, czy pierwszego wrażenia jakie sobie o mnie wyrobią jak mnie zobaczą. Dużo łatwiej jest udawać typową blondynkę, od której nie można za wiele wymagać, niż pokazać, że jesteś osobą myślącą. Nie lubię chodzić na łatwiznę, mam swoje zdanie i nie potrafię ugryźć się w język, pokornie siedzieć i słuchać, co ciekawego tym razem zrobiłam od ludzi, z którymi nigdy nie miałam styczności. Koniec.

Za kurtyną… anonimowości

Chciałam pisać anonimowo, czyste przemyślenia. Bez zakończenia, bez składni, bez morału. Coś w rodzaju pamiętnika na odstresowanie się, wyrzucenie z siebie problemów. Zauważyłam, ze ludzie bardziej potrzebują podania wszystkiego na tacy. Pokazania palcem co jest co. Ludzie nie chcą czytać. Nie mówię tu o wszystkich, bo jest jeszcze wąskie grono, dla których czytanie i doszukiwanie się drugiego dna jest przyjemnością, a jeśli to właśnie czytasz, na 90% należysz do tej wyjątkowej grupy. Jednak znaczna większość wchodząc do internetu chce sie odstresować, obejrzeć śmieszny filmik, pooglądać zwierzątka, albo ludzi robiących sobie krzywdę w śmieszny sposób. Dlatego blogi giną.

Piszę po to żeby dzielić się doświadczeniami, pomagać innym znaleźć drogę, nie wiem czy właściwą, ale swoja własną. Pokazać inne kierunki widzenia. Nigdy nie robiłam tego na siłę. Po co pisać o totalnych bzdurach co tydzień, jeśli można co jakiś czas, ale na konkretny temat. To nie powinien być obowiązek. Inne wycwaniły się jeszcze bardziej, co można zobaczyć nawet na przykładzie tych najbardziej znanych. Każdy potrafi wymienić z imienia chociaż jedna blogerkę. Ich imiona, czy pseudonimy pokazują się wszędzie w magazynach, na portalach plotkarskich, nawet w telewizji. Ile z tych osob chociaż raz było na blogu jednej z nich? Sławne blogerki nie piszą postów. Wrzucenie zdjęć to nie pisanie. Ale po co mają to robic skoro i tak mało kto je czyta? Są sławne za sam tytuł bycia blogerką, który wypromowały na portalach nazwanych przeze mnie wcześniej pomocnikami.

Giełda czytelników

Jedna z największych zmor współczesnego blogowania. Na instagramie występuje w postaci „f4f” czy „like for like”. Na blogach „obserwacja za obserwację” i „komentarz za komentarz” to pozornie prosty sposób na osiągnięcie sukcesu, stosowany głównie przez młodsze blogerki w celu zdobycia czytelników. Tylko ile jest wart obserwator i komentarz od osoby, która napisze „fajny post, zapraszam do mnie”. Jeśli tak to ma wyglądać to wolę zostać przy moich kilku komentarzach do wpisów, ale na temat. Nie wymuszonych, liczących na rewanż. To już plaga. W taki sposób wybić się może nawet ktoś piszący o kompletnych bzdurach, bądź też kopiujący posty innych. Tak jak kupienie aparatu nie czyni z nas fotografów, tak założenie bloga nie zrobi z nikogo od razu blogera. Nie dostaniemy wszystkiego bez włożenia w bloga wysiłku i przede wszystkim pasji.

O ile zawsze sława internetowych gwiazdek wydawała mi się kompletnie abstrakcyjna, bo znają ich jedynie internauci, w bardzo okrojonym składzie, zwykle w wieku nastoletnim i poniżej, o tyle ludzi, którzy zajmują się takim typem działań, na rzecz poszerzenia grona odbiorców, nie mogę nazwać sławnymi nawet jeśli mieli by dziesiątki tysięcy odbiorców. Szczerze wolę pisać dla kilku osób, które faktycznie czytają co mam do powiedzenia, zamiast dla tysięcy, które wejdą jedynie po to, by czekać na odpowiedź z mojej strony.

Czerp wiele nie dawaj niczego

Słowa „blogowanie to moja pasja” brzmią strasznie banalnie. Tylko czy każdy kto je wypowiada zdaje sobie sprawę z tego co można nazwać pasją? Pasja to ogromne zamiłowanie do czegoś. Nie wyobrażamy sobie swojego życia bez niej, a jeśli jesteśmy na to z różnych powodów skazani, czujemy pustkę. Prawdziwe blogowanie to poświecenie. Tak jak artyści potrafią wpaść w obłęd swojej pracy, tak ja w swojej potrafię nie spać do godziny 3/4 w nocy żeby skończyć wpis, dopiąć go na ostatni guzik po czym zasnąć na dwie godziny i iść do szkoły. Potrafię zrezygnować z wielu rzeczy żeby iść na zdjęcia, o które wcześniej muszę kogoś pomęczyć, później je przerabiać i załadować na serwer, następnie na bloga. Utrzymywać kontakt niemal całodobowy ze światem, z czytelnikami, sprawdzać maile, zmieniać wygląd bloga, co za tym idzie marnować kilka do kilkunastu godzin, bo nie zlecę tego komuś innemu. Wszystko chcę zrobić sama, bo mój blog to odzwierciedlenie mojej osobowości i gdyby zasób zdjęć i czasu mi na to pozwolił, pisałabym codziennie. To wszystko co wypisałam wdaje się niezwykle proste, ale jak znaleźć na to czas podczas gdy ciemno robi się bardzo szybko, ze szkoły wracam wieczorem, niemal codziennie mam zajęcia pozalekcyjne, a weekendy poświęcam chłopakowi, bo żyję w związku na odległość, a że jestem tylko człowiekiem chciałabym też czasem odpocząć.

Równie dobrze mogłabym powiedzieć, ze to koniec, że blogowanie straciło sens, po co to kontynuować. Nic nie podbudowuje mnie jednak tak bardzo jak czytelnicy. Nie ma większego zastrzyku motywacji od słów „jesteś moim autorytetem”. Ja, (nie)zwykła siedemnastolatka (już za miesiąc osiemnastolatka). Nie ma nic lepszego od usłyszenia, że moimi słowami mogłam komuś pomóc, mogłam pomóc taką drobnostką jak odpisaniem na wiadomość. W takich chwilach czuję, że to co robię jest ważne i przestaję się przejmować ludźmi, którzy uważają to za powód do śmiechu czy kpin. Mojej pasji nie da się nazwać talentem, bo jego akurat do pisania bezbłędnego nie mam, ale pewnego rodzaju darem. Pomoc innym, nawet w tak banalny sposób jest największą satysfakcją i zapłatą za poświęcony czas, pracę i o czym się rzadko mówi wnoszone koszty.

Niektórzy wychodzą jednak z założenia, że wystarczy założyć bloga, zdobyć pseudo czytelników, nawiązać milion współprac i cieszyć się swoją „sławą”. Współprace nie są złą rzeczą. Trzeba tylko pamiętać, że aby coś dostać, najpierw trzeba dać coś od siebie.

CO U MNIE SŁYCHAĆ?

Nowy semestr zaczął się w mojej szkole jeszcze przed feriami, które zaczynam 15stycznia. Tego samego dnia wybieram się z Łukaszem na jego studniówkę, więc ferie rozpoczynamy hucznie! Jakiś czas temu wzięłam udział w spocie reklamowym, projektu „o krok od fortuny„, który zostanie opublikowany jeszcze w tym tygodniu (poinformuję o wszystkim), polecam sprawdzić na facebooku na czym projekt polega, bo już 5 lutego będę wygłaszała przemówienie dotyczące mojej pasji jaką jest blogowanie, social mediów, współczesnej sytuacji w blogosferze i wielu innych ciekawych rzeczy. Co gdzie i jak powiem wkrótce, póki co zdradzę, że będzie to w Gorzowie o godzinie 17:30 więc rezerwujcie terminy! To moje pierwsze wystąpienie publiczne, czas przełamać strach przed mówieniem do ludzi, więc każde wsparcie na wagę złota. Odreagowanie czeka mnie pod koniec lutego, bo 23lutego skończę 18 lat! Może stworzę post ze zdjęciami z dzieciństwa i ciekawostkami jakie mi się przytrafiły przez ostatnie lata?… Każdemu kto musi się uczyć życzę owocnej pracy, a zaczynającym ferie dobrej zabawy!

PS Na Youtube pojawił się filmik. Q&A ZE STASIEM. Zapraszam więc do klikania łapek, komentowania, udostępniania jeśli się podoba, a kto wie, może wkrótce nagram coś jeszcze?…