Weekend zaczął się bardzo miło ze względu na to, że zamiast męczących lekcji do godziny piętnastej, pojechałam razem z moją i równoległą klasą na wycieczkę. Co prawda, za daleko nie wyjechaliśmy, ale z takimi ludźmi można jechać wszędzie, bez względu na ilość kilometrów (chociaż wiadomo, że im więcej tym lepiej :))
Wycieczka miała na celu lepsze poznanie świata fizyki oraz astronomii. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie, odwiedziliśmy dwa na prawdę ciekawe punkty, dzięki jednemu z nich (wystawie ,,Eureka” ), miałam okazję ujawnić swoje magiczne zdolności! (wcale ich sobie nie wmawiam…).
Na koniec wszyscy udaliśmy się w kierunku galaxy, gdzie każdy się rozdzielił. Nie trzeba się było długo zastanawiać dokąd idziemy, wybór był oczywisty- pizza hut. Jedynym problemem okazała się nasza ilość, bo znalezienie stolika, przy którym zmieściłoby się 10 osób to prawdziwe wyzwanie, ale co to dla nas :)

Podsumowując wszystko co napisałam wcześniej, wycieczka była świetna, szkoda tylko, że jedna z ostatnich. Przez takie wypady uświadamiam sobie coraz bardziej, że za kilka miesięcy rozstaniemy się, każde z nas pójdzie do innej szkoły i mogę być pewna, że to już nie będzie to samo. Jest to o tyle trudne, że jako klasa jesteśmy bardzo zżyci i na samą myśl o tym, że jest to nasz ostatni rok razem, dostajemy gęsiej skórki (przynajmniej większość). Na obecny moment nie pozostaje nic innego poza cieszeniem się chwilą ;)
A jak Wy wspominacie swoje wycieczki?