Połączenie rockowo-bluesowych brzmień z orkiestrą symfoniczną? Czemu nie! Zderzenie, zdawałoby się sprzecznych gatunków muzycznych daje niekiedy niesamowite efekty i niezapomniane wrażenia. Właśnie takie odczucia wzbudził we mnie koncert, który odbył się 28 listopada w Zielonej Górze. Zespół Dżem jest mi od dawna bardzo dobrze znany, jednak po raz pierwszy miałam okazję usłyszeć Poznańską Orkiestrę Symfoniczną Le Quattro Stagioni (pod dyrekcją Tadeusza Żmijewskiego).

To co rzucało się w oczy niesamowicie to fakt, że nie tylko te dwa gatunki muzyczne były totalnymi przeciwieństwami, ale także ludzie, którzy na ten koncert przyszli. Różnorodność ogromna, cała masa skrajności. Jakby podzielić ich na dwie grupy- pierwsza: ubrana elegancko, mająca wszystko doskonale dopracowane. Początkowo nie wyrażająca większego zainteresowania tym co się dzieje na scenie, zazwyczaj odwrócona tyłem do niej. Druga: Ubrana swobodniej, mile widziane są tu koszulki zespołów, ciężkie buty i pełne oddanie się muzyce i zespołowi, który ją przedstawia.

 

Ludzi, którzy żyją tą muzyką na co dzień, można było rozpoznać bez problemu. Nawet nie wyobrażacie sobie jakie to wspaniałe uczucie, oglądać osoby, które niemalże zahipnotyzowane dźwiękami, do nich docierającymi, tańczą, śpiewają, bawią się… czasem nawet płaczą. Ja sama, jako że twórczość Dżemu towarzyszy mi od najmłodszych lat, bardzo przeżyłam ten koncert. Gdy zabrzmiał dźwięk harmonijki… Na usta nasuwało się jedynie ” Rysiek jest z nami”. Fani z pewnością zrozumieją, zaś reszcie dopowiem, że gdzieś w głębi, wciąż myślałam o tym, że Ryśka Riedla nie zastąpi nikt, bez względu na to jak wspaniały głos będzie miał, bo obecny wokalista talent i wyczucie zdecydowanie posiada.

Koncert zakończył się gitarowymi solówkami oraz owacjami na stojąco, po czym mogę stwierdzić, że nie tylko ja byłam zachwycona. Jedyne czego żałuję to, że nie miałam okazji podejść bliżej sceny oraz zobaczenia Zielonej Góry, bo gdy do niej dojechałam było już zbyt ciemno. Mimo wszystko, wyjazd uważam za bardzo udany.

 

 

Odchodząc od tematu koncertu… Szczerze nie wierzę, że zostało jedynie 20 dni do świąt. Kiedy to tak zleciało?! Kalendarze adwentowe zakupione? Przyznam szczerze, że uwielbiam te male czekoladki… szczególnie gdy przypominają bohaterów z The Muppet Show! Ostatnie dwa tygodnie do wystawienia ocen na pierwszy semestr, ciężki okres, ale dajemy radę. Pocieszam się tym, że w przerwę świąteczną wchodzi 19 dni… Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, zaś osobom, które dotrwały aż do tego momentu zdradzę, że w następnym poście (który pojawi się na blogu w przyszłym tygodniu) czeka miła niespodzianka.